sobota, 8 marca 2014

Marzenia… czyli umrę za Ciebie, ale nie będę dla Ciebie żyć

„Nawet jeśli czasem trochę się skarżę - mówiło serce - to tylko dlatego, że jestem sercem ludzkim, a one są właśnie takie. Obawiają się sięgnąć po swoje najwyższe marzenia, ponieważ wydaje im się że nie są ich godne, albo że nigdy im się to nie uda. My, serca, umieramy na samą myśl o miłościach, które przepadły na zawsze, o chwilach, które mogły być piękne, a nie były, o skarbach, które mogły być odkryte, ale pozostają na zawsze niewidoczne pod piaskiem. Gdy tak się dzieje, zawsze na koniec cierpimy straszliwe męki.”
(Paulo Coelho - Alchemik)



“To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fas­cy­nujące.”
To oczywiście prawda. Marzenia są nieodłączną częścią naszego życia. Częścią, która nadaje życiu barw i smaku, często gorzkiego. Marzenia nigdy nie będą fascynować, jeżeli chociażby nie będziemy się starać, by się spełniły. I przede wszystkim o tym mówi Paulo Coelho w swoich powieściach, o sile pragnień.
W “Jedenaście minut” Coelho opowiada historie młodej, pięknej dziewczyny Marii, która w swoim rodzinnym miasteczku mogła mieć wszystko, jednak marzyła o prawdziwej podróży, o niezwykłym, innym świecie. Porzuciwszy dom, postanowiła spełnić swoje pragnienie, choć wymagało to dużej odwagi i determinacji. Dzięki swojemu oporowi Maria spełnia swoje największe marzenie, poznając przy tym prawdziwe cierpienie, ale i radość oraz miłość, na którą czekała. To spełnienie nadało jej życiu niewiarygodnego tempa i blasku.
Drugim przykładem jest “Samotność w sieci” Wiśniewskiego. Cała książka mówi o marzeniach i namiętności. Para dorosłych ludzi poznaje się w Internecie i rozpoczyna mailową znajomość. Po kilku miesiącach oboje nie potrafią wyobrazić sobie życia bez siebie i śnią o spotkaniu. To marzenie ich tak pochłonęło, że dopasowują swoje plany, życie tak, aby je spełnić. Potrafią zaniedbywać swoje rodziny, znajomych, porzucają zobowiązania dla tej drugiej osoby.
Mój przykład może wydawać się banalny, jednak przez trzy miesiące nie było dla mnie nic bardziej ekscytującego niż perspektywa ucieczki. Uczucie jakie towarzyszyło spełnieniu tego pragnienia jest nie do opisania.  Wymknęłam się o świcie. Zachwycałam się każdym najmniejszym szczegółem miasta, które znam na pamięć. Pierwszy raz poczułam prawdziwe spełnienie i rozkosz płynącą z wolności.
Przewróciłam się na drugi bok, przypominając sobie moje zbliżenie z Sasuke i słowa Eiri:


“Sasuke nie tknął dzisiejszego wieczoru żadnego napoju wysokoprocentowego.”   


Będzie pamiętał wszystko! Dosłownie wszystko! I, dlaczego ja też to wszystko pamiętam? Dlaczego nawet upicie się mi nie wychodzi? Minął tydzień od tamtego wydarzenia, a mi się wydaje, jakby to było wczoraj. Nie widziałam się z nim od nocy w klubie, zaś Eiri o tym nie wspomina, za co jestem jest wdzięczna.
Co ja najlepszego zrobiłam? Nie, Sakuro, to nic. Nie zrobiłaś niczego złego. Jesteśmy dorastającymi nastolatkami, buzują w nas hormony (tak właściwie to we mnie) i robimy głupie rzeczy. Na dodatek byłaś pod wpływem alkoholu. Po prostu udawaj, że nic takiego nie miało miejsca i tyle! Nie, nie. Tak nie można. Nie jestem kłamczuchą, a nawet gdybym chciała, to nie potrafię kłamać! Jaka ja jestem beznadziejna. Uciekłam z domu, żyję na łasce Uchihów, a teraz chcę udawać, że nie jestem zainteresowana Sasuke. Kim jesteś i co zrobiłaś ze starą Sakurą Haruno? Bo to, co teraz schodzi do kuchni, to jej marny cień.
Przystanęłam przed wejściem, słysząc jakieś ściszone krzyki. Itachi, Eiri i Sasuke kłócili się o coś, a ja wolałam podsłuchiwać niż im przerwać. Stojąc w cieniu widzimy wszystko, tkwiąc w świetle jesteśmy ślepi. Skuliłam się w sobie, by mnie nie zauważyli i, aby mnie samej było łatwiej nie wydawać z siebie żadnych dźwięków, które mogłyby zdradzić moją obecność. Ktoś uderzył pięścią o stół i coś upadło na kafelki z brzdękiem. Wymiana zdań toczyła się szeptem, ale z czasem głosy stawały się coraz głośniejsze i bardziej wyraźne. Teraz byłam pewna, że to rodzeństwo kłóci się ze sobą i, że nie ma tutaj nikogo innego prócz nas.
-  Nie rozumiesz, idioto?! To w niej jest klucz i przepaść, początek i koniec! - Eiri pierwsza podniosła głos.
- Mnie nazywasz idiotą?! A, kto pozwolił Teufelowi przyjść do klubu? Wiesz jakie to było niebezpieczne? Mógł narobić szkód!
- Kogo próbujesz oszukać? Nie chcesz, żeby okazała się księżniczką, bo co? Bo nie okazała się chłopczycą, a śliczną dziewczyną? I nie wciągaj w to Teufela. Wciąż jesteś zazdrosny? Pocałowałam cię tylko raz, ponieważ tego chciałeś, ale to się nigdy nie powtórzy.
Oczami wyobraźni widziałam jak Sasuke cały się rumieni. Każdy, by tak zareagował, prawda? Lecz to i tak nie jest na porządku dziennym, aby siostra całowała brata! Czyżbym wplątała się w kazirodczy trójkąt?
- Nie żartuj sobie. Byłem tobą zauroczony, ale skończyło się, gdy zobaczyłem cię flirtującą z Madarą. Nigdy nikogo nie kochałaś - Był w niej zakochany…? - Ona nie może z nami iść. Nie poradzi sobie!
- Skąd to możesz wiedzieć? - wtrącił Itachi. - Dom czasu ja wybrał. Jej przyszłość zmieniła się, kiedy uciekła z domu.
Mówią o mnie? Ale dlaczego? O co chodzi?
- Do diabła z domem czasu! Sakura nie jest gotowa, a ja nie chcę umierać za kogoś, kto sobie nie poradzi!
Przyłożyłam zaciśniętą piąstkę do ust, by nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Nic z tego nie rozumiałam. Dlaczego Sasuke miałby zginąć zamiast mnie? I do czego nie jestem przygotowana? Z czym sobie nie poradzę?
Spojrzałam do kuchni przez szparę w drzwiach. Przyglądałam się przez chwile obiektowi moich erotycznych fantazji, ale czując, że ja również jestem obserwowana, odwróciłam wzrok. Eiri wierciła dziurę w mojej głowie.
- Dość. Później dokończymy tę rozmowę…
- A co? Zabolały cie słowa o tym, że nie potrafisz kochać? Wzbudzasz jedynie pożądanie. Żaden mężczyzna cię nie kochał i nie pokocha. Nawet matka cię nie chciała.
- Skończyłeś? A może masz jeszcze coś do dodania? Jeżeli nie, to z łaski swojej, przymknij się i nic więcej nie mów, bo gdybyś nie był takim beztalenciem, to wiedziałbyś, że Sakura stoi za drzwiami.
Serce podeszło mi do gardła. Klatka piersiowa unosiła się i opadała, podnosząc moją zwiewną, łososiową tunikę. Brakowało mi powietrza w płucach. Co mam zrobić?
- Ja nic nie słyszałam… Ja tylko… Naprawdę… - oczy zaczęły mnie piec, a policzki zabarwiły sie szkarłatem. Nie miałam odwagi nawet na nich spojrzeć. Skupiłam się na uregulowaniu oddechu i nie rozpłakaniu się.
- Chcesz obiad? Zrobiłam curry -  uśmiechnęła się swoim firmowym uśmiechem. Zamrugałam kilkakrotnie. Zachowywali się tak jakby nic się nie wydarzyło. Przecież sytuacja sprzed chwili nie była wytworem mojej wyobraźni! Eiri kłóciła się z Sasuke o mnie, a potem…


“Nawet matka cię nie chciała.”


Pani Uchiha jej nie chciała? Dlaczego?
- Poproszę - głos mi delikatnie zadrżał. Usiadłam obok Itachiego, a na przeciwko Sasuke, zajmując poprzednie miejsce blondynki. Podała mi posiłek i z ledwo widocznym ociąganiem, usiadła obok brata.
- Smacznego - Tylko Eiri do mnie mówiła. Mężczyźni nie uraczyli mnie nawet pojedynczym spojrzeniem.
- Dziękuję - utkwiłam wzrok w ryżu. Straciłam apetyt. Odłożyłam sztućce. - Przepraszam, ale… Chciałabym dowiedzieć się, o co chodziło.
- Podobno nie podsłuchiwałaś - Zieleń wymieszała się z hebanową barwą. Poczułam szarpniecie w okolicach brzucha, które mogło świadczyć tylko o jednym.
- Przepraszam, nie chciałam. Tak po prostu wyszło…
- Dlaczego uciekłaś z domu? - przerwał mi Itachi. Rozchyliłam lekko wargi w osłupieniu. Nie pytali mnie o to. Mieliśmy sobie to wyjaśnić, lecz w końcu do tego nie doszło, a ja nie narzekałam. Nie miałam zamiaru odpowiadać. Na pewno nie teraz. Jeszcze nie.
- Posiadasz pewną umiejętność. Wyjątkowa, niepowtarzalną. Potrzebujemy cię, jednak prawda może okazać się dla ciebie zbyt przerażająca…
- Powiedz mi - wtrąciłam.
Pokazała mi, zaraz po tym jak powiedziała kilka słów. Ostatnim, co zobaczyłam były błyszczące kły. Później była tylko otulająca mnie ciemność.

Biegłam rozrywając mrok. Źrenice rozszerzyły się, łaknąc choćby odrobiny światła. Wyczułam ręką szorstką powierzchnię. Szłam jej śladem, czekając na koniec tunelu. Przymknęłam powieki pod wpływem blasku. Pojawiłam się w nieznanym mi miejscu.
Wyczułam zapach świeżej trawy, kwiatów i lasu. Rozejrzałam się. Bosymi stopami weszłam na kamienną dróżkę. Promienie słońca rozgrzały ją, przez co po moich stopach rozeszło się przyjemne ciepło. Na palcach szłam w stronę lasu. Po chwili marszu zauważyłam piękną kobietę w błękitnej pelerynie. Przytulała coś do piersi i niepewnie włóczyła nogami.
- Przepraszam, proszę pani! - krzyknęłam za nią, ale mi nie odpowiedziała. Brnęła dalej w stronę zamku.  Zrównałam się z nią, dopiero gdy przystanęła przed bramą fortecy.
- Przepraszam, mogłaby pani…- chciałam dotknąć jej ramienia, lecz rozpłynęło się, przechodząc mi przez palce. Odsunęłam się do tyłu.
Pojawiłam się przed nią, ale jej oczy nie zauważyły tego ruchu. Nie widziała mnie, zaś ja miałam doskonały wgląd na jej porcelanową twarz. Wyglądała jak bliźniacza siostra Eiri. Dokładnie te same rysy twarzy, szarość oczu i kolor włosów. Obejmowała dziecko zawinięte w szmatkę. Patrzyła na dzieciątko z pewnym dystansem i … odrazą. Zupełnie jakby ten maluszek zniszczył świat. Jej świat. Bez wahania pozostawiła niemowlę przy wrotach i odeszła. Matka zostawiła swoje dziecko bez cienia niezdecydowania, bez łez, bez rozpaczy. Porzuciła go.
Uklęknęłam przy śpiącym maluszku. Trzymał w rączkach karteczkę. Spróbowałam ją złapać i, co najdziwniejsze, udało mi się to. Rozłożyłam ją i przeczytałam to, co kobieta napisała swoim starannym pismem.


Ma na imię Eiri.


Upuściłam zwitek i kolejny raz odpłynęłam w otchłań.

Uniosłam gwałtownie powieki. Starłam pot z czoła, po czym usiadłam na łóżku, zrzucając tym samym nogi na posadzkę. Zimny dreszcz wstrząsnął moim ciałem. Na stoliku przy łóżku stała szklanka z wodą i opakowanie tabletek na ból głowy. Łyknęłam lekarstwo i czekałam na efekt. Wstałam, czując ukojenie.
Muszę się dowiedzieć, co jest prawdą, a co moim wymysłem. Założyłam bawełniane skarpetki, a następnie uchyliłam drzwi, upewniając się, że nikogo nie ma na korytarzu. Jeszcze raz przetarłam czoło, odetchnęłam trzy razy i dopiero, wtedy zeszłam. Rodzeństwo Uchiha nie było, tak jak zazwyczaj, w kuchni. Siedzieli w salonie. Rozmawiali ze sobą, lecz nie padło żadne słowo. Przeszłam przez próg.
- Eiri, czy ty…- zaczęłam nawet nie zastanawiając się nad bezczelnością mojego pytania. Drgnęła nieznacznie. Spojrzała na mnie z chłodem w oczach, a ja ponownie zobaczyłam przerażającą kobietę ze snu.
- Czy ty jesteś ich biologiczna siostrą? - przymknęłam powieki, czekając na krzyk. Nic się jednak nie wydarzyło.
- Pokazałam ci prawdę, a ty wciąż upierasz się przy tym, co powiedział Sasuke. Nie, nie jestem ich biologiczną siostrą. Matka porzuciła mnie, gdy miałam niecały miesiąc.
Otworzyłam usta, wymawiając bezgłośnie “Dlaczego?” . Pytanie to brzęczało mi w głowie.
- Spotkałam ją potem kilka razy. Wszyscy wiedzieli, że jestem jej córką , ale ona dalej się do mnie nie przyznawała. Powiedziała mi, że mój ojciec zmył sie zaraz po moich narodzinach. Ja nie mogłabym zostawić swojego dziecka, a ty? Zrobiłabyś to? Ona życzyła mi śmierci. Czułaś to? Czułaś jak bardzo żałowała, bo nie umarłam podczas porodu?
Zrobiło mi się niedobrze. Widziałam tylko jak pozostawia ją pod bramą. Brzydziła się swoją córką, lecz czy pragnęła jej śmierci? Czy uczucia matki Eiri zmieniły się przez te kilka lat…? Przegryzłam dolną wargę, uświadamiając sobie ważną rzecz. Skąd ja to wszystko wiem?
- Przypomnisz sobie, Sakuro - Moje imię w jego ustach nabierało zupełnie innego brzmienia. Było zarazem głębokie i puste, słodkie i gorzkie, eleganckie i perwersyjne. Jego łydka zetknęła się z moją. Miłe ciepło przeszło żyłami do umysłu.
- Czego ode mnie oczekujecie?
- Chcemy ciebie, panienko - Itachi objął mnie ramieniem, przysuwając do siebie. Straciłam tym samym kontakt z ciałem Sasuke.
- A dokładniej?
- Powiedziałam ci to, zanim zemdlałaś.
Wysiliłam się, starając się sobie przypomnieć.

“-Powiedz mi.
-Umrę za ciebie, ale nie będę dla ciebie żyć…”


Od Autorki:  Wróciłam, a ze mną nowe pomysły. I na to opowiadanie, i na Payaso, i na nowe. Nie było mnie trzy tygodnie i muszę wszystko nadrobić  w blogosferze. Następny rozdział będzie... 22 marca. To tego czasu powinnam się wyrobić. Jeżeli znajdziecie jakieś błędy, powiadomcie mnie. :)
Do napisania, Halszka :3